Tusk Vision Network 24 (TVN 24) – media na usługach PO

Marzec 28, 2010

Tusk Vision Network 24 – media na usługach PO, nadzieja w blogerach

Nie jest tajemnicą dla nawet mało uważnego obserwatora mediów, że to w głównej mierze one są autorami sukcesu wyborczego PO. Szczególnie media prywatne, tzw. niezależne. To one dbały przez ostatnie dwa lata o to, by Tusk był kreowany na męża opatrznościowego a Kaczyńscy przedstawiani jako agresywni, zakompleksieni faszyści.

Po wyborach jak widzimy niewiele sie zmieniło, spotykamy się z zapowiedziami dziennikarzy (jak np. Moniki Olejnik), że nie należy brać dosłownie obietnic wyborczych PO i nie rozliczać Tuska z tego co naobiecywał wyborcom. Przecież nikt na poważnie tego nie brał. Oj wydaje mi się, że jednak wielu brało, stąd jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się strony monitorujące PO i jej dokonania. I to czego nie przeczytamy w głównym nurcie możemy znaleźć na stronach typu HGW Watch . Wydaje się, że w obliczu wielkiej potęgi czwartej władzy zwykły bloger nic nie znaczy. Nic bardziej mylnego! Okazuje się, że pisząc konsekwentnie o manipulacjach i kłamstwach ekipy rządzącej dość szybko możemy stać się wrogiem publicznym nr. 1. Niespełna kilkanaście dni po informacji o planowanym aresztowaniu naczelnego Gazety Polskiej, która nie poszła w nurt pisania o kolejnych urodzinach Kasi T. partia rządząca zaczyna rozpracowywać nieprzychylnych blogerów. A stojąca przez ostatnie dwa lata na straży prawa i moralności Gazeta Wyborcza, piętnująca każdą próbę zawłaszczania państwa i umysłów obywateli przez PiS pisze o tym fakcie ze zrozumieniem dla PO. No bo jak to możliwe, by ktoś z własnej inicjatywy patrzył na ręce wybrańcom narodu.
Dla nas to czytelny znak. W kraju, w którym nie istnieją praktycznie niezależne media jesteśmy wielką siłą. Piątą władzą.

cyt.blog Lista Obecności


magister elegancji Tusk

Marzec 26, 2010

Czuję się zażenowany, bo to są poważne sprawy.Pan premier wielokrotnie się przedstawiał jako magister elegancji, to oczywiście jego prawo, jak ktoś chce wierzyć, niech wierzy – powiedział Lech Kaczyński.

cyt. Wprost24


Nie za wszelką cenę

Marzec 25, 2010

Członkowie Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetyki w oświadczeniu wydanym wczoraj – w Narodowym Dniu Życia – w porozumieniu z Prezydium Konferencji Episkopatu Polski, wskazują na podstawowe argumenty przeciwko zapłodnieniu pozaustrojowemu. Są nimi: selekcja, mrożenie i zabijanie embrionów, naruszenie godności człowieka oraz niebezpieczeństwo dla matki i dziecka. Podkreślają, że sprzeciw Kościoła katolickiego wynika nie tylko z wiary chrześcijańskiej, lecz także z prawa naturalnego i samej medycyny.

cyt,Nasz Dziennik


Cudzoziemka

Marzec 21, 2010

Któregoś dnia, po zmroku podeszła do mnie znajoma dziennikarka z „Na przełaj”, w towarzystwie zarośniętego mulata. Młody mulat miał „na klacie” złotą linę z wielką gwiazdę Dawida. Zalał mnie cockney’em i wręczył wizytówkę. Był to nowo mianowany attache kulturalny Królestwa Szwecji w III RP. Oczywiście nie muszę dodawać, że do kompletu był zmanierowanym gayem. W ten sposób po raz pierwszy zobaczyłem jak wygląda żywa Poprawność Polityczna.

Mojej znajomej dziennikarce nie udało się zostać jego żoną, ze złości wyszła więc za starego, ubogiego Niemca i opuściła ojczyznę na zawsze. Fala wspomnień i refleksji „zalała mnie”, gdy wierną kopię tejże znajomej zobaczyłem w wieczornym programie TVP Info pt. „Tydzień Jacka Żakowskiego”. Mogłem „ją” podziwiać przez pełne 40 minut. Ten sam zalotny uśmiech, potrząsanie burzą włosów, to krygowanie się do „przewodnika stada” – ta salsa ruchów przeplatana potokami wypowiedzi na każdy temat. Wiedziała wszystko i była „najlepszą uczennicą w klasie”, była bardziej żakowska niż sam red. Żakowski.

Dwaj faceci po jej bokach, jeden młody z „Krytyki Politycznej”, drugi stary z „Polityki”, nie „robili nawet za tło” – byli rekwizytami – wypełniaczem optycznym. Była tylko ONA i red. Żakowski przybierający pozy Clarka Gabla w zalotach do Scarlet.

Po omówieniu wyssanej z brudnego palca wiadomej afery, szparka – dziennikarka przeszła do oceny kandydatów na prezydenta – marszałka Komorowskiego i ministra Sikorskiego. I nagle zastygła. Pierwszy raz zabrakło jej słowa, NIE WIEDZIAŁA CO POWIEDZIEĆ! Szok zupełny – podniosło mnie z fotela! Przy omawianiu roli żony min. Sikorskiego jako przyszłej Prezydentowej, gładko udowodniła, że to cudownie dla nas wszystkich, że właśnie tak – ale teraz musiała wypowiedzieć to straszne słowo: Żydówka.

I nie mogła, nie przechodziło jej to przez gardło. W końcu wykrztusiła: „To dobrze że jest cudzoziemką!” – „To cudzoziemka”.

Opadłem z ulgą na fotel. Wybrnęła – nie urażając milionów telewidzów, jak i ministra i samej red. Ann Applebaum. No bo jakaż by były reakcje narodu, gdyby wprost z ekranu powiedziano MU że żona ministra obrony narodowej i przyszła Pierwsza Dama III RP jest Żydówką z amerykańskim obywatelstwem, nie wspominając już o synach ministra.

Przypomniały mi się wspomnienia utalentowanego pisarza PRL Jerzego Putramenta pt. „Pół wieku”. To z nich dowiedziałem się wielu faktów historycznych, jakie zazwyczaj cenzurowano. Putrament opisał też bardzo krytycznie okupację sowiecką w polskim Lwowie po 17 września 1939, i szaleństwo cenzury i politruków. Jednym ze słów wymazanych przez cenzurę z druku i zabronionych w radiu było: „Żyd, Żydówka” i wszystkie pochodne. Uznano je za antysemickie i obraźliwe, zastąpiono je natomiast faktyczne obraźliwym w Polsce określeniem „Jewrej”, „Jewrejka”, „jewrejskie” itd. Ludzie śmiali się skrycie, ale Armia Czerwona mogła wszystko – nawet sikać w biały dzień pod pomnikiem Mickiewicza, a co dopiero wprowadzać cenzurę. Tak mi się skojarzyła ta Armia Czerwona i jej cenzorzy, z tą telewizyjną redaktorką od Żakowskiego. Pamiętajmy że od dzisiaj słowo „Żydówka” zastępujemy słowem „Cudzoziemka”!

cyt. Remigiusz Włast-Matuszak Prawica.net


Nowe “etaty” zamiast taniego państwa

Marzec 11, 2010

Pamiętamy jak dziś, kiedy Donald Tusk na konferencji prasowej zapowiedział wprowadzania modelu taniego państwa. Obiecywał, że nie będą się mnożyły zbędne instytucje, bo to marnotrawstwo pieniędzy. Dziś jednak obietnice premiera traktować należy jak kolejne polityczne mrzonki. Wczoraj Donald Tusk powołał twór o nazwie Rada Gospodarcza, na jej czele stanął powracający do polityki Jan Krzysztof Bielecki.

Chcieliśmy wierzyć w strategie Donalda Tuska i wciąż wierzymy, że premierowi uda się dotrzymać obietnicy i zbudować nam tutaj „drugą Irlandię”. Chcielibyśmy, bo póki co w Polsce żyje się nie najlepiej, całe pokolenia młodych ludzi zmuszane są do emigracji w poszukiwaniu lepszego jutra. Wierzyć chcieliśmy w ideę taniego państwa., bo wiemy ile kosztują mnożące się stanowiska polityczne instytucji, które istnieją tylko po to, by znajomi mieli gdzie pracować i dobrze przy tym zarabiać. Wczorajsza decyzja Donalda Tuska, jednak nasze marzenia okrutnie druzgocze. Powołana Rada Gospodarcza to kolejny naszym zdaniem zbędny twór. Takich rad jest już wiele, działają one przy Parlamencie, przy Belwederze, teraz kolejna powstaje w przy urzędzie premiera. Przy tym należy wspomnieć o setkach instytucji państwowych, które mają konkretne zadania i równie dobrze mogłyby przejmować obowiązki, jakie będzie miała Rada Gospodarcza. Zadaniem tej Rady ma być recenzowanie decyzji społeczno-ekonomicznych rządu na tle przemian w Europie. Co to w praktyce oznacza? Nam wydaje się że nic, poza kolejnymi kosztami, bo nie łudźmy się – nikt w tej radzie za darmo pracował nie będzie. Kontrowersje budzi tutaj postać Jana Krzysztofa Bieleckiego, były premier przecież nie tak dawno był prezesem Banku PEKAO SA. Z funkcji tej zrezygnował i wielu zastanawiało się dlaczego. Przypuszczano, że dostał bardziej intratną propozycję, bo nikt ot tak sobie z takiej posady bankowej nie rezygnuje. Trudno też przypuszczać, by Bielecki w Radzie Gospodarczej zasiadał dla niskiej pensji – niższej, niźli szefa PEKAO SA.
Naszym zdaniem decyzja Donalda Tuska łamie całkowicie przyrzeczenie taniego państwa. Przypomina to także pewien kontrakt – intratne stanowisko w zamian za działalność partyjną, bo nie ma co do tego wątpliwości, że Jan Krzysztof Bielecki ma wciąż wiele kontaktów politycznych i jest poważany w środowisku

cyt.Przyjaznepanstwo


Trzeba iść w bój przeciw islamowi?

Marzec 10, 2010

PROFESOR BOGUSŁAW WOLNIEWICZ: “LEWAK TAK NIENAWIDZI CHRZEŚCIJAŃSTWA, ŻE SIĘ PRZECIW NIEMU Z DIABŁEM SPRZYMIERZY. DRAMATYZM NASZEJ SYTUACJI POLEGA NA TYM, ŻE WALCZYMY Z DWOMA PRZECIWNIKAMI JEDNOCZEŚNIE: Z ISLAMEM I Z LEWACTWEM”. Z profesorem BOGUSŁAWEM WOLNIEWICZEM rozmawiają Tomasz Sommer i Rafał Pazio.

Pańskie podejście w sprawie budowy meczetu z minaretem w Warszawie jest bardzo ostre.

A jakie ma być? Na ostry atak – ostra odpowiedź.

Z czego to wynika? Na razie w Polsce to jest problem marginalny.

Czy zatem należy czekać, aż przestanie być marginalny i będziemy u nas mieli trzy miliony muzułmanów? Rzymianie mówili: principiis obsta – odpór dawaj zawczasu. A nie wtedy, gdy już jest za późno – jak dziś we Francji.

Jakie rozwiązanie zaproponować? Szwajcarzy przyjęli prawo, które ma ograniczyć aktywność islamistów do sfery prywatnej i nie dopuścić do publicznej. Nie można tam budować nowych minaretów, które są widoczne z zewnątrz.

To na początek najlepsze. Co kto robi w domu, w to nie wnikamy. Ale nie chcemy w Polsce minaretów – ani w Warszawie, ani w Krakowie, ani w Poznaniu. Jesteśmy krajem od tysiąca lat chrześcijańskim.

cyt.nczas


Turystyka aborcyjna w wydaniu SROM*

Marzec 9, 2010

Na przystankach komunikacji miejskiej w Łodzi zawisły plakaty zachęcające do aborcji na Wyspach Brytyjskich. Rozwiesza je grupa walczących feministek.
Plakaty nawiązują stylistyką do popularnej reklamy kart płatniczych. Oprócz zdjęcia młodej, atrakcyjnej kobiety, która usunęła ciążę, jest na nich wyliczenie kosztów związanych z turystyką aborcyjną.

„Bilet lotniczy do Anglii w promocji: 300 zł, nocleg: 240 zł, aborcja w publicznej przychodni: 0 zł, ulga po zabiegu w dobrych warunkach – bezcenna. Za wszystko inne zapłacisz mniej niż w podziemiu aborcyjnym w Polsce” – głosi plakat. Rozklejają go łodzianki zrzeszone w Separatystycznych Rewolucyjnych Oddziałach Macicznych, w skrócie zwanych SROM*. – Panie nie chcą się ujawniać, bo nie wszystkie ich akcje są legalne – mówi Izabela Desperak, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego, którą SROM wybrał na swoją rzeczniczkę. Ale nawet z nią „bojowniczki” kontaktują się przez Internet.

cyt.ONET