Idę w tango

Październik 15, 2008


Jadzia Gładyszewska „przekroczyła trzydziestkę, a wiadomo, że w tym wieku trudniej się chudnie, seks wydaje się przereklamowany i każdy ranek może być właśnie tym, kiedy obudzisz się z podwójnym podbródkiem”. Zrozpaczoną kobietę poznajemy na angielskim lotnisku, kiedy wraca do kraju wraz ze swym rezolutnym synkiem Gustawem po tym, jak kolejna domniemana miłość jej życia oświadcza, że miejsce u jej boku zajmie ktoś inny. Jadzia już w samolocie w dość specyficznych okolicznościach pozna się bliżej z człowiekiem, który potem zmieni jej życie. Zanim to jednak nastąpi, bohaterka przeżyje załamanie psychiczne. Nad wyraz rozwinięty Gucio będzie musiał nie tylko zadbać o samego siebie, ale również o mamę w depresji, której nie będzie chciało się wstawać z łóżka, nie mówiąc o jakiejkolwiek formie opieki nad dzieckiem.

Jadzia ma w osobie syna ogromne wsparcie, ale może także liczyć na niezawodne przyjaciółki. Ula to matka etatowa i wzorowa żona adorowanego przez inne kobiety Romana. Sara zaś jest niezależną kobietą samotną programowo, praktykującą buddystką i świetną masażystką, zajmującą się dodatkowo ezoteryką. Trzy kobiety podczas alkoholowego spotkania, mającego na celu zapicie smutków Jadwigi, wysyłają zdjęcia do programu telewizyjnego, w którym szarzy, zwykli uczestnicy zatańczyć mają kilka razy u boku profesjonalnych tancerzy ku uciesze gawiedzi oglądającej popularny kanał emitujący te zmagania. Okazuje się, że będzie to początek wielkiej kariery medialnej Jadzi, która z zaniedbanej i zakompleksionej kobiety na życiowym zakręcie przemieni się w czarującą i wielbioną przez tłumy telewidzów gwiazdę parkietu.

Jej partner na owym parkiecie to Cyprian – gasnąca gwiazda show-bussinesu, o której zapomniano tak szybko, jak szybko wcześniej pokochano. Mężczyzna próbuje za wszelką cenę ponownie zaistnieć w migoczącym od fleszy światku, z którego tak brutalnie został usunięty. Taniec z Jadzią na początku jest dla niego koszmarną drogą ku niesłusznie utraconej sławie „celebryta”. Szybko okaże się, że oboje tańczą zupełnie inny taniec niż ten telewizyjny. To taniec życia, w którym wzajemnie będą się odkrywać. I choć na ich drodze staną liczne przeszkody, a przede wszystkim obowiązkowy w takiej opowieści „czarny charakter”, czyli zazdrosna i złośliwa była kobieta Cypriana, cała opowieść – co zauważyć można naprawdę bardzo szybko – zmierza do ckliwego i oczywistego zakończenia, w którym znaczącą rolę odegra ostatni taniec… na dachu.

Fabicka portretuje poszczególne fazy przemiany kobiety, w której wieku rzekomo przemienić się nie sposób. Nieprzypadkowo dziecko Jadzi, jej przyjaciółki, nieszczęśliwie w niej zakochany sąsiad oraz tak jak ona walczący z kompleksami Cyprian sportretowani są szczegółowo i tworzą galerię bardzo wyrazistych postaci. Pośród nich bowiem i dzięki nim przede wszystkim tożsamość oszukanej przez życie kobiety zacznie kształtować się na nowo, gdy bohaterka odrzuci gruzowisko emocjonalnych zaszłości, kompleksów i marazmu, w jakie sama się wpędziła. Tytułowe „pójście w tango” stanie się dla Jadzi początkiem nowego życia. Życia, w którym zrozumie, jak wiele znaczy dla innych i jak dużo sama sobie ma do zaoferowania.

U Fabickiej przebudzenie głównej bohaterki będzie wieloaspektowe, a jego wiarygodność podkreśli taka konstrukcja fabularna, w której za zmianami w życiu Jadzi pójdą zmiany innych postaci. Co więcej, będą one od siebie w pewien sposób zależne i dość ciekawie będą się uzupełniać.

czytaj całą recenzję:Blog Jarosława Czechowicza

Reklamy

Kuracja oczyszczająca

Październik 5, 2008

Post i modlitwa nieodmiennie kojarzone są z tradycją chrześcijańską. Niewielu z nas ma jednak świadomość tego, że odpowiednie połączenie tych dwóch elementów stanowi jeden z najskuteczniejszych sposobów zachowania doskonałej formy ducha i ciała. Od prawie trzech lat ze znakomitym skutkiem metodę tę wykorzystują w swojej pracy ewangelizacyjnej Misjonarze św. Rodziny z Bąblina koło Obornik Wielkopolskich.
Już Hipokrates twierdził, że jeśli człowiek nie stanie się lekarzem samego siebie, będzie głupcem. Lekarz jest tylko pomocnikiem, podstawowa robota należy do człowieka – uważa dziś większość medyków.
Podobnego zdania są też bąblińscy Misjonarze św. Rodziny. „Postem i modlitwą leczymy ciało i ducha” – zachwalają swoje rekolekcje. Czy potrzebna jest lepsza zachęta?
– Dzieło oczyszczania prowadzi się obecnie z dużym powodzeniem na całym świecie. My wykorzystujemy efekty diety warzywno-owocowej w dziele Nowej Ewangelizacji – mówi ks. Krzysztof Sielski, dyrektor bąblińskiego Domu Misyjno-Rekolekcyjnego.
W ciągu roku w Bąblinie organizuje się szesnaście turnusów „oczyszczających”. W każdym z nich uczestniczy średnio 45 osób ze wszystkich regionów naszego kraju. Dziesięciodniowy program stanowi autorski pomysł tutejszych Misjonarzy św. Rodziny w oparciu o dietę owocowo-warzywną znanej w Polsce dr med. Ewy Dąbrowskiej.
Taka dieta jest w pełni bezpieczna, zapewniają bąblińscy misjonarze, tym bardziej, że przez cały czas odbywa się pod stałą opieką lekarsko-pielęgniarską.
Całość programu sprowadza się do profilaktyki i przywracania zdrowia przez właściwe żywienie oraz odnowę duchową. Wynika to ze specyfiki organizmu ludzkiego, który jest tak skomplikowanym mechanizmem, że niemożliwe jest pełne pozbycie się dolegliwości fizycznych, bez jednoczesnego zajęcia się materią ducha.
– Nasza terapia nie jest niczym innym, jak próbą przeprowadzenia człowieka przez trzy fazy oczyszczania: fizyczną, antropologiczną i uświęcającą – tłumaczy ks. Sielski.

  • Pierwsza faza, której symbolem jest starotestamentowy post Daniela, polega na oczyszczeniu (uwolnieniu) na płaszczyźnie fizycznej.
    Organizm ludzki może się sam oczyścić, potrzebne jest jedynie uruchomienie odpowiednich mechanizmów.
    Przy standardowym sposobie odżywiania się organizm ludzki przerabia i wydala jedynie bieżąco dostarczane pożywienie. Wszelkie złogi i toksyny pozostają w nim dalej. Dlatego konieczne jest doprowadzenie do sytuacji, w której człowiek zacznie sam się „zjadać”. W tym celu należy maksymalnie ograniczyć ilość pożywienia, by organizm ludzki zaczął się żywić własnymi brudami, a potem je wydalił.
    Pomocna jest tutaj odpowiednia dieta. Do organizmu wprowadza się błonnik ułatwiający proces wydalania. Na tym opiera się dieta owocowo-warzywna.
  • Po oczyszczeniu z toksyn i złogów wzrasta odporność na zachorowania oraz zwiększa się zdolność organizmu do wysiłku fizycznego i intelektualnego. Następuje ogólne wzmocnienie, koncentracja, lekkość pracy przez 24 godziny, mniejsze zapotrzebowanie na sen. Kuracji oczyszczającej towarzyszy również pozbywanie się nadwagi – średnio o pięć kilogramów. Uruchomione zostają naturalne mechanizmy samooczyszczające i samoregulujące. Wszystko to ma wpływ na odmłodzenie organizmu i przedłużenie ogólnej sprawności psychofizycznej.
    Przede wszystkim jednak faza zdrowotna otwiera człowieka na jego wnętrze.
  • Rozpoczyna się faza antropologiczna – zainteresowania samym sobą. Kuracjusz zaczyna myśleć o tym, co jest dla niego najważniejsze i próbuje odgadywać własne uczucia, w efekcie czego otwiera swoje serce.
    Człowiek współczesny jest przyzwyczajony do materialności; wszystko co niematerialne jest mu obce. Post i pokuta, jako narzędzia szeroko pojętej ascezy życia, są fundamentami odrodzenia fizycznego i duchowego życia. Obnażają one człowieka z jego materialno-zmysłowej natury i czysto rozumowego postrzegania świata, wyzwalając jednocześnie olbrzymi potencjał ducha, pozwalający odkryć siebie i poczuć pragnienie serca, by pokochać człowieka i Boga.
    – Jest to faza uporządkowania, „klocków”, własnej osobowości na właściwym fundamencie i według właściwej hierarchii wartości – mówią bąblińscy misjonarze.
  • Od tego momentu może rozpocząć się trzecia, najważniejsza faza zwana uświęcającą.
    Odkrycie człowieczeństwa i odrzucenie materializmu jako nieprawdziwego świata przywraca realizm życia. Człowiek przestaje izolować się od innych osób i zaczyna zdawać sobie sprawę z potrzeby kontaktów międzyludzkich. Dopiero to daje mu możliwość pełnej realizacji.
  • Czytaj resztę wpisu »